W roku 2003 wydział oświaty tokijskiego magistratu wydał dyrektywę, nakazującą nauczycielom szkół średnich stanie na baczność przed flagą i śpiewanie hymnu narodowego "Kimigayo". Jednocześnie nauczycielom zagrożono sankcjami w razie odmowy.
"Kimigayo", którego tekst powstał ponad tysiąc lat temu, łączy się w świadomości wielu Japończyków z militarystycznymi ekscesami XIX i XX wieku.
Do złożonego w 2004 roku sądowego pozwu przeciwko obowiązkowi śpiewania hymnu przyłączyło się ponad 400 nauczycieli. Argumentowali oni, że służbowy nakaz zwierzchników narusza zawarte w konstytucji prawo do wolności poglądów.
Tokijski sąd okręgowy uznał zasadność pozwu, orzekając, iż nauczyciele mogą nie śpiewać hymnu. Nakazał jednocześnie władzom oświatowym wypłacenie każdemu z powodów kwoty 30 tys. jenów (256 USD) tytułem zadośćuczynienia za psychiczny dyskomfort, jakiego doznali w rezultacie prób narzucenia im przymusu.
No nieźle. Po pierwsze nie spodziewałbym się, że hymn własnego kraju może powodować dyskomfort psychiczny. No ale widocznie mało wiem o życiu jeszcze. Rozumiem, że nakaz śpiewania hymnu jest zły, wszak godzi w wolność, ale żeby odszkodowania z tego powodu wypłacać? Nie spodziewałbym się tego, ale coś zasadnego w tym jest. A moża pora zmienić hymn?
PS. Ciekawe ile osób czytając ten artykuł zaczęło się zastanawiać co u nas może przeszkadzać w hymnie i ile uda się na tym zarobić :))




Komentarze do wpisu „Japoński liberalizm na całego”
Heh... Właśnie sobie wyobraziłem taką sytuację, że PiS-LPR-SO wprowadzają nowy hymn, w którym zachwalane są w niebogłosy rządy kaczorów i reszty konioludzi i chodzących solariów. Przy takim hymnie również miałbym wiele "ale" co do jego śpiewania. Sądząc po komentarzu do sprawy tam sytuacja miała się trochę podobnie (tyle tylko, że to nie teraźniejszość, a przeszłość była dla nich koszmarem, a hymn tę koszmarną przeszłość wychwala).
Tak, dlatego mówię - coś zasadnego w tym jest. Zaskoczyła mnie po prostu wiadomość, że sądy mogą tak dbać o zwykłych ludzi.
Tutaj też muszę coś powiedzieć. To jest, rzecz jasna, napisać.
Dużą różnicę stanowi dbanie o pojedynczych obywateli, a dbanie o grupę blisko pół tysiąca nauczycieli, którzy nie dość, że pracują na stanowiskach państwowych (bo tak są liczone stanowiska nauczycieli), to do tego są przedstawicielami inteligencji (zazwyczaj ;P ) oraz posiadają autorytet i możliwość wpływania na młodzież.
Dodatkowo nawet w Polskich sprawach znajdą się takie, które pokazują, że jak chcieć to móc. Jakiś czas temu słyszałem o sytuacji, w której abonent naszej jakże kochanej TPSA zgłosił skargę do... prezydenta Francji. Udało mu się przekonać owego prezydenta do faktu, że TPSA przez tragiczne podejście do klientów tworzy zły obraz Francji, jako kraju, którego France-Telecom ma blisko 50% udziałów w owej spółce. Jego sytuacja natychmiast się poprawiła. Pracownicy TPSA w podskokach założyli mu nową linię i zmienili swoje podejście do sprawy. Jak widać trzeba po prostu wiedzieć, do kogo się zwrócić i jakie argumenty podać :).
No to dwa punkciki:
1. To zawsze są przedstawiciele inteligencji. Po prostu czasami przedstawicieli ma się słabych :)
2. Taa, tylko to znów interwencja za granicą była. A przykład miał polski ;)
zmiana polskiego masońskiego hymnu to nie taki głupi pomysł ;)