Occupy Wall Street #occupywallstreet - protesty w New York City

Od 17 września, czyli kliku ładnych dni na ulicach Nowego Jorku mają miejsce zakrojone na sporą skalę protesty. Od wczoraj obserwuję relację na żywo (poniżej wpisu znajduje się player do oglądania "na miejscu"). Ludzi jest sporo, chodzą po ulicach, głównie na dolnym Manhatanie w okolicach Wall Street, czyli umownie finansowej stolicy świata.

Jak to bywa w protestach ostatnich miesięcy na świecie, hasła wolności gospodarczej mieszają się z hasłami o wyższej płacy i równości. Ale głównym przesłaniem protestów jest sprzeciwienie się polityki rządu/prezydenta Stanów Zjednoczonych głównie w sprawie (do)finansowania korporacji kosztem ludzi (jakby ktoś nie wiedział dlaczego kosztem ludzi, odsyłam: podatek inflacyjny i dług publiczny, który spłacają w końcowym efekcie obywatele).

Najbardziej uderza mnie to, że w tak wielkim mieście odbywa się tak duży protest w tak istotnych sprawach, a media milczą. O zamieszkach w Europie też dużo się nie mówiło, więc to w sumie taki trend, ale dla mnie przerażający.

A z ciekawostek ogranizacyjnych - często zamiast megafonów jedna osoba mówi po kilka wyrazów, a każdy kto słyszy krzyczy na całe gardło to samo, żeby jak najdalej się niosło. Niesamowite.

Watch live streaming video from globalrevolution at livestream.com
wykop.pl facebook.com twitter.com

Kim jest Geek?

Bardzo mnie ciekawi jak ludzie (w Polsce) postrzegają geeków. Kim oni są? Joggerowa społeczność pewnie jest w tym temacie dość stronnicza, ale tak czy inaczej bardzo chciałbym się dowiedzieć z czym Wam to określenie się kojarzy. Dlatego proszę: wpisujcie w komentarzach Wasze skojarzenia ze słowem geek i osobami, które Waszym zdaniem do tego "worka" pasują.

wykop.pl facebook.com twitter.com

Nowy rok, nowe ceny

Money...What Money (stuartpilbrow/flickr.com)Zawsze trzymam kilka ostatnich paragonów ze sklepów. Czasem do nich zaglądam zobaczyć dokładniej jak wyglądają ceny, co drożeje, co tanieje. Tym razem cieszę się jak nigdy, bo mam okazję porównać ceny z wczoraj z cenami sprzed tygodnia (poprzedni rok). Jest to kilka produktów (małe zakupy, pewnie w weekend będą większe), ale wnioski nie są za ciekawe (chociaż bardzo łatwe do przewidzenia). Sklep dokładnie ten sam. Oczywiście na wzrost cen wpływ mogą mieć różne rzeczy, ale główne moim zdaniem to VAT i akcyza na benzynę.

Kilka pozycji, które mogę porównać:

  • Mokate Cappuccino (taki napój udający kawę z mlekiem) - cena z wczoraj: 4,05zł, cena poprzednia: 3,49zł, produkt przeszedł z VAT 7% na 23%,
  • Kolba dla gryzoni - cena z 2,39zł na 2,45zł (VAT 3% na 5%),
  • Ser dziurawiec - cena bez zmian 18,49zł/kg, ale... VAT z 7% na 5%.

Czyli produkty drożeją razem z VATem, a jeśli VAT spada, to cena zostaje. Jeden produkt nie zmienił ceny mimo wzrostu VAT o jeden p.p. Reszty nie mogę porównać. Na pewno kolejne paragony będę przeglądał. :)

wykop.pl facebook.com twitter.com

Wszystko (z)drożeje!

Byłem dzisiaj w muzeum w Warszawie. Przy kasie można kupić liczne pamiątki, książki, itp. Wisi też kartka z informacją, że w związku z podniesieniem stawek VAT, podane ceny są nieaktualne i należy pytać w okienku. No to pytam panią, czy jak coś kosztowało np. 28zł, to teraz będzie kosztowało 28 z groszami. I pani na to, że nie, będziemy zaokrąglali. Po chwili z rozbrajającą szczerością dodała - "oczywiście w górę".

Szczęśliwego Nowego Roku!

wykop.pl facebook.com twitter.com

Więcej długich weekendów?

hate

Są takie kraje na świecie, gdzie urzędowo mają więcej długich weekendów niż Polska. I nie dlatego, że mają więcej świąt w ciągu roku. Po prostu istnieją systemy wyznaczania świąt, gdzie niektóre z nich zawsze wyznaczane są na poniedziałek, a nie według daty.

Od dawna wiedziałem, że taki system działa w Stanach Zjednoczonych. I takich świąt, które zawsze "wypadają" w poniedziałek, jest całkiem sporo. Teraz okazuje się, że od kilku lat podobny system został uruchomiony w Japonii. Wydaje mi się, że to świetny pomysł i liczę, że kiedyś i u nas coś podobnego się pojawi. Bo skoro i tak jest dzień wolny, to lepej chyba mieć trzy po kolei i móc coś wiekszego zaplanować.

A tak przy okacji, kiedyś w mediach padł pomysł zrobienia 4-dniowego tygodnia pracy czyli 4x10h + 3 dni wolnego. I jakoś ucichło. Zdania były podzielone, a ja jestem ciekawy, co na to ekonomiści, jacyś psychologowie pracy i inni specjaliści.

PS. Przy okazji dzisiaj w Japonii jest jedno z tych poniedziałkowych świąt - dzień szacunku dla osób starszych :)

wykop.pl facebook.com twitter.com

O co chodzi w tym obrzydliwym kapitalizmie?

Giełda (Małopolski Instytut Kultury/flickr.com)Dlaczego wybieram wolny rynek? Pisałem o tym już tutaj wcześniej - bo po prostu inne systemy są niewydolne, utopijne. Ale jeszcze lepiej przedstawił to dr Milton Friedman w filmie "Free to choose" dostępnym na YouTube (nawet z niezłymi polskimi napisami). Film długi, ale idealny do zapoznania się dzisiaj i/lub jutro i przemyślenia przed wyborami w co tak naprawdę wierzymy i o co w tym obrzydliwym kapitalizmie tak naprawdę chodzi.

Pamiętajcie, że przy głosowaniu (w pierwszej turze) nie ma mniejszego zła. Głosujemy na poglądy albo wcale. Nie ma zmarnowanych głosów, bo liczy się to, żeby pokazać z czym się zgadzamy, a z czym nie. Jak są kandydaci pewni wejścia, to co najwyżej głosując na nich możemy zmarnować głos (i tak przejdą), ale na pewno ich nie osłabimy nie głosując (przez odebranie głosu, drugi z nich i tak w pierwszej turze nie wygra, bo musi być 50% WSZYSTKICH głosów - matematyka wyborcza).

Wielcy PRLu (Urban, Jaruzelski) po wyborach na przełomie '80/'90 lat, też mówili, że oni się nie spodziewali, że mają aż tak małe popracie społeczne. Myśleli, że robią dobrze. No ale co mieli myśleć, jak ludzie narzekali po cichu, a jak tamci przyjeżdżali na wizyty, to wszyscy uśmiechnięci od ucha do ucha i wszystko wysprzątane - kwiaty, tańce i uściski dłoni. Teraz też musimy pokazać, że się z tym nie zgadzamy i niektórym partiom przypomnieć jakie idee wyznawały w wyborach kilka lat temu i wcześniej. Inaczej się nie dowiedzą, nawet, jeśli chcą.

wykop.pl facebook.com twitter.com

Dlaczego nasz ustrój nie ma sensu?

Money...What Money (stuartpilbrow/flickr.com)W Polsce mamy socjalizm. To fakt. Pozbyliśmy się komunizmu, został socjalizm. Przykładowy opis jest na Wikipedii - spełniamy wiekszość warunków. Tak jak wszystkie ustroje mogą być bardziej lub mniej (demokracja, kapitalizm, socjalizm, totalitaryzm), tak i tutaj mamy mniej lub bardziej, ale jednak socjalizm.

Wszystkie socjalizmy bankrutują albo zadłużają się. Im więcej socjalizmu, pomocy społecznej, wsparcia, kontroli i regulacji, tym większy robi się dług. Każde urudzone w Polsce dziecko na dzień dobry ma na karku około 16000zł długu zaciągniętego w jego imieniu przez państwo. Aby je spłacić będzie musiało, gdy tylko dorośnie, o tyle więcej wyprodukować, niż zarobić. Oczywiście zakładając, że do tego czasu deficytów budżetowych już nie będzie, a takie są każdego roku. I muszą być, bo mamy socjalizm.

Darmowe rzeczy nie istnieją! To fikcja. Darmowa służba zdrowia? Po pierwsze nikt za darmo nie leczy, więc ktoś musi za to płacić. Państwo płaci z naszych pieniędzy. Pobiera na ten cel o wiele więcej, niż później na nie wydaje, a do tego wszędzie, gdzie państwo zaczyna regulować rynek zdrowotny, ceny idą w górę. To jest oczywiste. Jak państwo (np. u nas NFZ) zapewnia kontrakty, to szpitale mogą podnosić ceny, bo klientów nie zabraknie. Prywatyzacja szpitali niewiele tu pomoże. Póki będą stałe kontrakty i obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne, szpitale nie będą się bardzo musiały o klientów bić. (Na marginesie: PO obiecywała prywatyzację, jako metodę na poprawę, a teraz pozywa PiS za to, że o tym mówi).

Darmowa edukacja też oczywiście nie istnieje. Wszyscy się na nią składamy. Jak ktoś nie chce się uczyć, to i tak musi płacić za naukę innych. Jak ktoś płaci za szkołę prywatną, to i tak musi płacić dodatkowo za "darmową" innych. "Darmowe" uczelnie zbierają najlepszych studentów (bo stać je na to, wszak nie muszą się bić o przetrwanie) przez co nie dość, że one nie muszą się starać, to jeszcze inne nie mają takiego komfortu. W szkołach niepaństwowych często liczy się cena, a nie jakość kształcenia, bo cały czas istnieje opinia, że najlepiej uczą państwowe szkoły. A tymczasem one mają najlepszych studentów na starcie, a nie najlepiej uczą. I tak oto konkurencyjność zostaje zabita. Co powoduje więcej problemów niż korzyści.

Emerytura od państwa to też ściema. Tu nawet nie ma co opowiadać. Weźcie kalkulator, policzcie ile odkładacie na ZUS (zapytajcie w pracy albo kogoś, kto zna się na księgowości, bo różnica netto-brutto to nie wszystko!), policzcie ile byście na lokacie dostali (odkładając te pieniądze co miesiąc na średnią lokatę) i zapytajcie też ile dostaniecie emerytury przy obecnym, wymuszonym ubezpieczeniu. Oczywiście nie bardzo jest gdzie zapytać o tę emeryturę przymusową, bo nikt tak naprawdę nie wie, ile tego będzie. ZUS zbankrutuje za kilka(naście) lat i pieniędzy nikt nie zobaczy. Już teraz ledwo się trzyma na długach.

Przykładów można mnożyć. Niedawno pisałem o "pomocy" UE w biznesie samochodowym, Teraz ostatnio dostałem list od Orange, że oto dzięki UE obniżają mi roaming. Kolejny przykład socjalistycznej próby poprawienia tego, co wcześniej się zepsuło. Najpierw trzeba wyłożyć miliardy na wykup licencji, koncesji, pasma, pozwoleń, ubezpieczeń, etc, żeby założyć firmę, co znacznie ogranicza możliwość konkurencji, a potem trzeba ratować rynek, bo ceny za wysokie. Jak się zabija konkurencję, to i ceny się podbija. A teraz wyobraźcie sobie, że Orange (i wszyskie inne firmy) tak po prostu z dnia na dzień rezygnują z przychodów z roamingu. Nie ma szans! Nic za darmo! Odbiją sobie gdzie indziej. Oczywiście poinformowali o tym w liście żeby podlizać się komisjii europejskiej i odwrócić uwagę klientów. A tego obniżenia cen roamingu nawet w dyskusji ze mną ktoś użył jako argumentu. Przykre.

I tu naprawdę nie ma znaczenia kto będzie prezydentem, a kto premierem. To nie tylko problem jest w ludziach, którzy stołki obsadzą, ale w systemie, który często nie tylko umożliwia przekręty, ale wręcz często zachęca do nich. I tyle. Dopóki nie będzie zasadniczej zmiany i odwrócenia obecnej tendencji dążącej do zaciskania gardła zwykłym ludziom, nic się (na lepsze) nie zmieni. Im mniej państwa w państwie, tym więcej ludzi w ludziach. Kapitalizm nie jest idealnym systemem, ma liczne wady, ale wynikają one z tego, że świat i ludzie nie są idealni, a nie są te problemy tworzone sztucznie. I jest przynajmniej realny, a nie opiera się na kłamstwie i korzysta z niewiedzy (jak wybór prezydenta, który się częściej przeprowadzał, dłużej siedział w więzieniu za PRL i posadził wieksze drzewo w spocie).

I tak będzie później zdziwienie, że znów się dorwali do koryta i nic się nie zmienia. Wszystkie zmiany wynikają z rozwoju ludzkości i są niezależne od "usprawnień" rządądzych, ale oni wmawiają, że to wszystko dzięki nim. Że człowiek poleciał w kosmos, bo rząd finansował misję. A gdyby nie wszystkie wymogi i praktyczny monopol państwowy na latacie w kosmos, takie wyprawy byłyby dawno na porządku dziennym za mniejsze pieniądze.

I w tym roku po wyborach będzie to samo. Znów politycy przy korycie, znów coraz większy dług, znów coraz mniej wolności i swobód obywatelskich. Skończy się bankructwem i krwawą rewolucją, jak w Grecji. Wiara, że to się może zmienić, przez pogłębianie zmian, które do tego doprowadziły, jest mocno naiwna. "Bo nie chodzi o to, żeby zmienić świnie przy korycie, albo żeby im to koryto zabrać". Jedyni ludzie, którym ufam w czasie wyborów to ci, którzy mówią, że w sposób zasadniczy ograniczą władzę, państwo i urzędy, i przywrócą ludziom możliwość decydowania o sobie. Ludzie nie są idiotami i wiedzą, jak o siebie zadbać. Politycy nie widzą jak o nas zadbać, bo nie mają skąd wiedzieć. A władza psuje, to nie jest puste hasło. Tak jest skonstruowany człowiek, że jak może to zakombinuje. Znam nie jeden przypadek dobrego człowieka, który na stołku, nagle dostawał niemocy, a często wręcz stawał się zły.

PS. Nie chcę agitować, po prostu wylewam swoje żale na system, w którym przyszło nam żyć. Ale jeśli chodzi o głosowanie, to jedynym kandydatem, który wydaje się myśleć podobnie (i mówić o tym głośno) w tych sprawach to Janusz Korwin-Mikke i zachęcam do głosowania na niego, jeśli ważna jest dla was wolność decydowania osobie. Przykładowy film z poglądami wrzucony dzisiaj jest tutaj, ale wystarczy np. na youtube wpisać "Janusz Korwin-Mikke". Wiadomo, nie jest idealnie, ale jest dużo bardziej sensownie i dużo bardziej konkretnie niż okrągłe, nic nie znaczące słówka i spoty "głównych" kandydatów.

wykop.pl facebook.com twitter.com

Odbudowa po powodzi

Wisła w Warszawie (x-oph/flickr.com)Powódź na terenie Polski po raz kolejny zbiera ogromne żniwo. To fakt. Dramaty rodzin i pojedynczych osób, jeden po drugim. Tu już sąsiad sąsiadowi nie pomoże za bardzo, bo nie wiadomo kto komu miałby pomóc najpierw. Ani jak.

Najgorsze, że ludzie nie chcą się przenosić. U nas w kraju jest zwyczaj kompletnego przywiązania do nieruchomości. Tu mieszkał mój dziadek i mój ojciec, to i ja będę tu mieszkał. I byle fala mnie stąd nie wypędzi. Trochę nie ma się co dziwić. Ciężko jest się dorobić jakiegoś większego dobytku, a po przeprowadzce ciężko zacząć wzsystko od początku. Takie zostawienie wszystkiego i próba zaczęcia nowego życia to ogromne ryzyko.

Dobry przykład jak to wygląda to Stany Zjednoczone. W czasach kolonizacji stosunkowo często (nawet bardzo) ludzie porzucali całe miasta i przenosili się w inne miejsce w celu poprawy bytu. Na stronie na wikipedii amerykańskiej na temat miast-duchów w USA wyraźnie widać jak wiele ich jest (niektóre stany mają osobną podstronę) i jakie są powody ich porzucenia (od zamknięcia firmy przez lokalnego przedsiębiorcę po groźby zalania). Czytam książkę na ten temat i taka praktyka była dość powszechna.

No ale Polska to nie Stany, a XIXw. to nie XXIw. Wiadomo, tam są duże porzestrzenie, taką wioskę się porzuca i 50 mil dalej zakłada się następne. Ale wydaje mi się, że jest też inny, poważny problem. Gdyby nasz rynek działał podobnie jak wtedy w Stanach, wyjść z takiej sytuacji byłoby co najmniej kilka. Ale ponieważ nasze państwo nam bardzo pomaga, to ludzie biedni i najbardziej potrzebujący nie mogą z tej biedy wyjść. Poniżej to tylko przykładowe scenariusze, które sobie wyobrażam.

Taka osoba/rodzina może pójść do jakiejś hurtowni, kupić parę artykułów (np. dogadując się, że odadzą później, kiedyś było to możliwe) i sprzedawać gdzieś. Np. kwiaty na ulicy albo napoje w gorący dzień, itp. Oczywiście dzisiaj przyjdzie kontrol albo straż miejska i im wlepi mandaty, że im się przestanie cokolwiek opłacać.

Mogliby się nająć do drobnych prac - przy sprzątaniu czy czymś takim. Ale nie ma tak łatwo - wszędzie trzeba podpisać umowy, najlepiej z płacą minimalną, jakieś podatki, ZUSy, itp. czy taka osoba myśli o odkładaniu na emeryturę, gdy chce się na tę chwilę od dna odbić? Można na szaro, ale chyba nie o to chodzi. Poza tym, skoro jest tak mnóstwo rzeczy wymaganych, to rodzi podejrzenia wobec ludzi, że bez umowy się nie da. A jak ktoś nas oszuka, to potem dochodzenie praw w sądzie parę lat się będzie ciągnęło i znów nie warto.

Przykłady można mnożyć, za każdym razem na przeszkodzie stoją przepisy, które w założeniach mają pomagać biednym. Zazwyczaj te właśnie przepisy robią biednym dużo gorzej. Tylko trzeba na to spojrzeć szerzej, a nie na pojedyncze zapisy. W ogóle przy praktycznie każdej (nie 100%, ale to znikoma część) próbie pomocy można pomyśleć na co to ma wpływ i znaleźć kto na tym zarobi albo na czym się to odbije negatywnie.

PS. Państwo wysłało już za mnie "kilka SMSów" na powodzian, więc ja nie muszę. Wpłacałbym kilka razy więcej (z ręką na sercu), gdyby kto inny za mnie nie decydował, że mam to robić.

wykop.pl facebook.com twitter.com

Bo na każdym zakazie ktoś zarabia

wykop.pl facebook.com twitter.com

Wikimedia odpowiada

Dostałem wczoraj moje podziękowanie od Wikimedia Polska za przekazanie 1% podatku w tym roku, a wy już swoje macie? :)

wykop.pl facebook.com twitter.com

dekoderek-jogg